Okiem i piórem burmistrza Wilhelmiego


Samuel Wilhelmi w latach 1696-1726 był w Malborku burmistrzem. Mając dostęp do wszystkich lokalnych wydarzeń, nieraz sensacyjnych, obserwował je uważnie i notował w formie ciekawych spostrzeżeń. Dokumenty te odkrył dr Rainer Zacharias, który przed wojną mieszkał w Malborku. Po długich badania, opracował i wydał te zapiski w postaci książki "Samuel Wilhelmi Collectanea - Malbork w ciężkich czasach". Zapiski dotyczące Malborka z jęz. niemieckiego przetłumaczył i udostępnił pan Witold Banacki.

Źródło materiałów: Gazeta Malborska - rok wydania: 2008


Rok 1696


Korona Polska pod szczęśliwymi rządami godnego chwały króla Jana III przez długie lata pozostawała w dumnym spokoju i żaden nieprzyjaciel nie mógł się ważyć najechać ją wojną. Dlatego każdy mógł w spokoju i przyjemnie mieszkać w swoim domu, jednak naród nie zawsze był zadowolony z rządów swojego króla, po części dlatego, ponieważ nikt nie był awansowany do wyższych urzędów kto nie mógł się przebić za pomocą ciężkich pieniędzy, a częściowo ponieważ padło podejrzenie, że król chce się uczynić panem suwerennym, a swego syna mieć chętnie jako następcę na polskim tronie.
Podejrzenie zwiększyło się przez to, że nie tylko Tatarzy podczas napadów wszystko niszczyli a królewskie dobra przeważnie pozostawiali nie uszkodzone. Również że nie pogodził się powstałe między biskupem Wieleńskim Ogniskiem, a Hetmanem Litewskim Sapiechą nieporozumienie. Stąd nie bez powodu przypuszczano, że podczas przyszłego interregno i wyboru następnego króla będzie się starał zwracać mniej uwagi na królewski dom, i tym samym gdy jeden drugiego z nich wg. prywatnego interesu będzie się starał wnieść na tron królewski to nastąpi wielka dezorganizacja.”
Ponieważ zaraz na początku roku 1696 mróz przekształcił się w odwilż, i gdy 10-12 stycznia silnie padało, a głęboki śnieg stajał, lód przez coraz wznoszącą się wodę został przesunięty i doszło do powstania zatorów i woda nie miała prawdziwego odpływu. Tak wysoko się wzniosła, że w poszczególnych miejscach przelała.
I tak w Kałdowie powstało niemałe niebezpieczeństwo wyłomu, co stało się w nocy, gdy płowa wieży z tamtej strony mostu na Nogacie się zapadła, a znajdującą się tam wodę wyparła z tak wielką siłą, że przedarła się przez domy, które blisko stały, a przez okna została wtłoczona do izb. Znajdujący się w nich wartownicy powodziowi z powodu łoskotu zapadającej się wieży i wlewającej wody, silnie przestraszeni, nic innego nie myśleli jak to, że tama została uszkodzona i powstało przerwanie. Ponieważ niedługo po tym zapadła się również wielka część wieży na przyczółku obok kościoła św. Wawrzyna, przyjęto to jako omen dalszych nieszczęśliwych przypadków. Szczególnie, kiedy w tygodniu Bożego Ciała, wśród mieszkańców Żuław zupełnie niespodziewanie powstał strach, i z tego powodu, oni ze swymi najlepszymi rzeczami uciekali do miasta z obawy, że Skonfederowani, którzy nadciągają bez powodu, będą wypędzać i plądrować, chociaż w Koronie o żadnej Konfederacji nie słyszano.
O tej obawy powód dało przybycie pana Dzałyńskiego, pruskiego podskarbnika (Z polskich magnatów z Prus Król. Działyński był jedynym, który popierał księcia Contiego na tron królewski) kiedy otrzymał wiadomość, że król Jan III 17.czerwca pożegnał się z doczesnością, koronny podskarbi wysłał swych urzędników skarbowych, aby przejąć znajdujący się w Zamku Malborskim skarb królewski razem z ekonomią, kazał kilka dni zamknąć bramy, przez co ludzie podskarbiego bez załatwienia sprawy zmuszeni byli wrócić. A on sam dysponował królewskim skarbem według własnego uznania, i praktykował przyjęte Fac et excusa. Był też tak zuchwały, że najstarszemu synowi królewskiemu księciu Jakubowi, który miał nadzieję otrzymać Koronę polską, nie chciał przekazać dyspozycji nad skarbem.


Rok 1697


28 lutego o godzinie 6-tej wieczorem błyskało i grzmiało, a kula ognista spadła z nieba, a podróżnym wydawało się że spadła za nimi. To obserwowano w różnych miejscach.

15 września odbyła się koronacja nowego króla Fryderyka Augusta Sasa. Lecz w tym czasie nie spoczywali poplecznicy Francuza, szczególnie ci, którzy dla utrzymania frakcji przekazali duże sumy pieniędzy. Dlatego namawiali, aby książę de Conti przyspieszył swą podróż do Polski. Ten przybył w tym czasie do Gdańska, gdy August Sas już został ukoronowany. Według konstytucji Rzeszy, miasta były zobowiązane uznać jako swego króla tego, który został ukoronowany jako pierwszy. Okazało się, że na niego nie czekają żadne armie, które mogą go wprowadzić do królestwa. Stąd pruski podskarbi i krajczy koronny pan Działyński, w Malborku na Zamku różnym ubogim mężczyznom i ich małżonkom w Zielony Czwartek umył nogi i podarował nowe szaty i trochę pieniędzy.
Jak długo starczyło saskich pieniędzy, popierał stronę Augusta, a gdy zostały wydane, opuścił partię Augusta i obiecał de Contiemu swoją asystencję. Aby to urzeczywistnić, starał się intensywnie zdobyć dla Contiego miasto Malbork, aby ono za nim przystąpiło do partii de Contiego i według zwyczajowych ceremonii przyjęło go jako króla. Kiedy mu tego odmówiono, proponował, aby miasto obsadzić jego żołnierzami, których miał na Zamku. Gdy i to odrzucono, zagroził ostrzelaniem i spaleniem miasta, lecz ono swe oddziały wysłało na ulice i przed Zamek, aby zapobiec napadowi.
W międzyczasie zebrały sie w Sztumie oddziały litewskie. Dlatego tym bardziej podskarbi dążył, aby otworzono mu bramy miejskie z ponowną groźbą, że posłuży się nadciągającymi ludźmi, aby przymusić miasto ogniem i gwałtem. (Działyński był pruskim skarbnikiem z siedzibą w Zamku Malborskim, gdzie obejmował również urząd starosty)
Starał się miasto Malbork zdobyć dla księcia de Contiego i zaproponować mu Zamek jako rezydencję. Działyński kazał zamek umocnić, obsadzić załogą i już ustawiał baterie armat do ostrzału miasta. Ale oddziały saskie, koło Oliwy przegnały Contiego, zdążały do Malborka i zażądały oddania Zamku.
W międzyczasie Sasi przybyli już do Tczewa i dlatego krajczy koronny nie widział już dłużej możliwości zdobycia miasta, wysłał generała Taube do nich i skapitulował. Kilka dni później przybyli Sasi i tym samym, dzięki Bogu, wojna domowa została zakończona i miasto ocalone”.


Rok 1698


W miesiącu marcu 1698 roku, Jego Królewskiej Mości Augusta tabory i muły, w pełnych ornatach jakie miały podczas wyjazdu do Krakowa, obok bagaży i różnych regimentów na pięknych koniach, przybyły do Malborka. Król wprawdzie nie był chętny przybyć tu niespodziewanie, ale ponieważ burmistrz Daniel Hahn z deputowanymi pojechali do Sztumu królowi naprzeciw prosząc, aby miastu uczynił łaskę i przyjął zwyczajowo obywatelstwo, na co król się zgodził i 12.tegoż miesiąca dokonał wyjazdu do miasta. Obywatele zwyczajowo wystąpili pod bronią, aby Go wg.miejscowego zwyczaju przyjąć, a magistrat przez prezydenta Teutschmana przekazał klucze do bram miasta.15. bm. magistrat miał prywatną audiencję, i przekazywał wg. starego zwyczaju w taftowym woreczku 50 Dukatów. Król podziękował przez kanclerza koronnego za wierność, i zapewnił miasto o królewskiej łaskawości. 17. król wyruszył do Gdańska i 18-go odbył tam solenny wyjazd.


Rok 1699


16.lutego, dzwonek którym wożnego wzywano na salę sądową zadzwonił samodzielnie. Gdy wożny przybył, aby sprawdzić co było mu nakazane, okazało sie, że nikt dzwonka nie poruszał. Dzwięk był w izbie sądowej przez wszystkich słyszany, a w izbie Rady nie było żadnej sesji. Dlatego przyjęto ten fakt jako szczególny omen.
Dnia 11. marca między godziną 11. a 12 w południe, na niebie w Malborku były widoczne trzy słońca. Jedno, w środku mające dwa po bokach, połączone półkolem w postaci tęczy. Latem był w Malborku koń, z niezwykle długim ogonem, który był dwukrotnie przewinięty przez plecy konia, a jeszcze długi koniec wisiał. Koń ten został przekazany jako prezent królowi. 23.września było wielkie zaciemnienie słońca, które trwało od godz. 9:48 do 12:19 i nie było mniejsze, niż w 1654 roku, kiedy na niebie ukazały sie gwiazdy, a w domach trzeba było zapalić światlo.


Rok 1700


Tego lata powstał w mieście niespodziewany spór między żołnierzami pruskiego podskarbiego, krajczego koronnego Działyńskiego, a obywatelami miasta, który zakończył się nieszczęśliwie. Gdy żołnierze, prowadząc niepotrzebne kłótnie, w domu jednego krawca rozpoczęli pijaństwo, zostali przez obywateli wygnani. Ale ze swymi kolegami zdołali się ukryć. Przez uderzenie bębna zwołano posiłki, aby ich odnaleźć. W czasie zajść, raz jedni, raz drudzy byli odrzucani, a kilku obywateli zostało rannych. W końcu obywatele byli górą i żołnierze całkowicie ulegli.
Wtedy zdarzyło się, że dwóch żołnierzy zostało zabitych na ulicy Schuhgasse, a jeden przy kościele parafialnym zasztyletowany.
W Ratuszu, w obecności ich oficerów, odbył się surowy sąd, a wskazani przez żołnierzy obywatele bronili sie przysięgą. Ponieważ wszystko odbywało sie w czasie tumultu, nie można było sprawców poznać. Wtedy krajczy koronny zagroził miastu ciężkim procesem, a biskup chełmiński, pan Potocki, ratione praetensae tym samym. Tylko magistrat szukał załatwienia tej sprawy przez odszkodowanie.
I tak, za ugodę pan Działyński otrzymał 6000 florenów, a biskup 1000 florenów i 1000 cegieł z odpowiednią ilością wapna na remont kościoła parafialnego.


Rok 1701


18 stycznia, Fryderyk I z małżonką został w Królewcu ukoronowany na króla Prus.
13 marca, około godziny 10 wieczorem, ruszyły lody i jedna izbica przy moście została przewrócona, a dwie inne też bardzo zrujnowane. Ziemia została przez wodę tak wypłukana, że pale nie miały zatrzymania.
Dlatego trzeba było wbić pale o długości 6 stóp, których zwykle używano do barek. Tych też nie udało się wbić głęboko w ziemię i prawie zostały stracone. Jednak prąd wody umocnił je sam piaskiem i ziemią.


Rok 1702


W miesiącu czerwcu tu w Malborku, jeden bigamista został przez Sąd skazany na śmierć przez ścięcie.

Kaznodzieje

Teraz w parafii jest tylko dwóch kaznodziejów znających język polski, którzy na zmianę głoszą kazania. Nasi przodkowie w poprzedniej wojnie szwedzkiej mieli już trzech kaznodziejów. Aby się zbliżyć do poprzedniej pozycji, postanowiliśmy wybrać trzeciego.
Ten kaznodzieja ma być przydzielony gminie polskiej, aby tym lepiej odprawiali swoje nabożeństwa i w swojej wierze mogli być umocnieni. I tak pana Leonardusa Wechtera, dawniejszego kaznodzieje w Tiensdorf przydzielono do nas, a pana Salomona Hermsen, dawniejszego kaznodzieję w Suszu, miasteczku w sąsiednim królestwie Prus, powołano do gminy polskiej. Pierwszy, 19. Listopada, drugi krótko przed Bożym Narodzeniem, po przedstawieniu ich przez burmistrza odprawili nabożenstwo, i wygłosili kazanie inauguracyjne.


Przyjazd króla

Ponieważ nadeszła wiadomość o przybyciu króla do Malborka, magistrat poczynił starania, aby wjazd króla był uświetniony przez obywateli miasta.
Ci już ze swoimi karabinami i kwatermistrzami ustawili się na rynku, a broń ustawili w kozły z myślą, że gdy nadejdzie wiadomość o zbliżaniu się króla, wyruszą przed Bramę Mariacką, aby go powitać. Król w pełnym pośpiechu, niespodzianie, z kilkoma konnymi przybył, zanim obywatele mogli dojść do karabinów i je sprezentować. Król uśmiał się i kontentował swą przyjemność, że obywatelom sprawił żart, ponieważ nie był zainteresowany solennym przyjęciem podczas wjazdu.
Gdy król August miał przybyć do Malborka, Wielki Marszałek koronny poczynił wszelkie przygotowania, aby moskiewskim, i królewsko-pruskim posłom, jak też Senatorom, zarówno Koronny jak i Litwy, którzy zjechali tu w dużych ilościach były urządzone kwatery. On sam pretendował do najlepszej jak to jest w zwyczaju w Polsce. Magistrat wyjaśnił, że jest to wbrew prawom kraju i miasta. Obiecano pewną gratifikacje aby od tego żądania odstapili, i uchronili obywateli wobec niewpłacalnych.


Armaty do Elbląga

Król kontynuował konsolium Senatu do Zielonych Świąt, w tym czesie wysłał z Malborka kilka oddziałów i armat z pewną ilością amunicji generałowi Konitozowi, który był komendantem Torunia. Te największe armaty kazał przenieść do Elbląga. Dlatego ani jedna nie pozostała w Zamkowym Karwanie. Król sam, po zakonczeniu narady Senatu, kiedy dowiedział się, że Szwedzi już podeszli pod Toruń i zaczeli go oblegać, wodą udal się do Elbląga, a stamtąd do swej armii na Litwę. Magistrat uzyskał audjencję pożegnalną i życzyl królowi szczęcia w podróży, co przyjął on z zadowoleniem. Odpowiedział przez kanclerza zapewniając miasto o swej królewskiej Lasce. Pruski podskarbi Działyński zażądał od miasta zaliczki na przyszłe zadania, jak też na konto przyszłych poborów.


Rok 1704


18 stycznia w Pardenowie, na Wielkich Żuławach Malborskich, pewien sąsiad nazwiskiem Peterson, w obecności domowników i akurat u niego kwaterujących żołnierzy, odmawiał przed oknem modlitwę. Kilka minut po wschodzie słońca, po prawej stronie na niebie, ukazały się trzy wielkie gwiazdy. Jedna większa niż inne, a każda z nich okolona niezliczona ilością bardzo małych. Wnet po tym, po lewej stronie słońca, również ukazały się dwie gwiazdy niezwykłej wielkości, które też otoczone zostały wielka ilością małych gwiazdek.

Gdy król Szwecji zatrzymał się w Prusach, kardynał Prymas królestwa, na zwołanym przez niego Sejmie w Warszawie, obok jemu przyjaznych senatorów i proszwedzko usposobionych wojewodów, uknuł przeciw królowi Augustowi niebezpieczne konsylium. Oskarżono Go, że działa przeciw Ustawom i wolnościom Rzeczypospolitej i zamierza zostać królem suwerennym, że wprowadził do królestwa wojnę, i przez to, swoją armią saską, ziemię i ludzi zrujnował. Postanowiono Go zdetronizować, ogłosić interregnum i wybrać nowego króla, i tym zakończyć niszczącą wojnę.
W międzyczasie król August zatrzymał się w okolicach Lublina. W nocy z 11 na 12 kwietnia powstał niespodziewanie koło Petrowiny wielki pożar, w którym saski marszałek Bomsdorf, podkomorzy Witzleben, kamerjunker Pflug, lekarz osobisty i inni słudzy, oraz konie, marnie ponieśli śmierć. Również wiele bagaży króla i wozy uległy przy tym spaleniu.


Rok 1705


Do Malborka przybył szwedzki generał Lillenstern i dał rozkaz rozsądzenia, kto ponosi winę za usunięcie wojewody Łęczyckiego. Ci z magistratu, którzy mieli w tym udział, mają być oskarżeni i zamknięci na zamku. Lecz, ponieważ on sam nie mógł się legitymować rozkazami i pełnomocnictwem, to pan burmistrz Daniel Hahn z innymi deputowanymi “in termino judici” zostali posłani, aby się dowiedzieć, na czyj rozkaz on to prawo poleca, i prosić, aby od tego odstąpił, ponieważ jest to wbrew prawom miasta. Nie chciano jednak ani pokazać im rozkazu, ani zadość uczynić prośbie.

29 września w święto św. Michała, przybył rano przed dniem, pan Chomentowski i kasztelan Połaniecki z 5000-6000 ludźmi z Warmii pod Malbork, i rozłożył swój obóz przed Bramą na Piaskach, na tym samym placu, gdzie za czasów Bartholomea, ku zdziwieniu wszystkich ludzi zebrała się wielka ilość bocianów zakrywając całe miejsce. Zażądali oni, aby do nich wyszli deputowani, a gdy to nastąpiło, zaproponował Pan Ch. aby znajdujący sie w garnizonie w ilości 80-100 Szwedzi zostali im wydani. Na to uświadomiono Polakom, że nie jest to w mocy miasta, gdyż w przyszłości może mieć przykrości ze strony Szwedów, i z tego może wyniknąć zrujnowanie miasta. Deputowani prosili, aby nie dawać ku temu powodu, lecz aby miasto zachować dla Rzeczpospolitej.
Zaproponowano, aby pozwolić Szwedom udać się bez przeszkód do Elbląga, aby miasto nie musiało wobec Szwedów odpowiadać. Jednak oni nie wyrazili na to zgody, gdyż tak być nie może, by cały świat się źle wyrażał, iż tak silny oddział nie mógł tych kilku ludzi wziąć do niewoli. Chcąc miastu uczynić zadość, odstąpili od żądania ekstradycji, ale Ci Szwedzi mają przejść do Zamku Wysokiego, i wtedy zobaczymy co z nimi zrobić. Teraz całe prawie obywatelstwo z karabinami zajęło stanowiska na wałach, i strzelali do pojedynczych zbliżających się Polaków, przy czym Szwedzi też robili co mogli najlepszego. Oni wyciągnęli na wały pozostające w mieście dwie armaty, którymi strzelali do obozu. Polakom wyniesiono piwo, chleb, koniak. W międzyczasie proszono pana Ekelblada, komendanta Elbląga, aby w sukurs przysłał około 100 ludzi, z nadzieją, że wtedy Polacy uciekną, co by się stało, gdyż byli oni pełni obaw, i aż do Elbląga wysyłali patrole zwiadowcze. Część z nich przeszła Nogat i zajęła miasto, aby Szwedzi nie mogli go posiąść.
Gdy następnego dnia 30 września nadeszła wiadomość, że nadchodzą Polacy, i nocą przy świetle księżyca mają szturmować miasto, wysłano deputowanych, aby prosili o przesunięcie tego do następnego dnia. Ci obiecali, że jeśli obywatele zejdą z wałów i wrócą do domów, które maja być zamknięte, to żadna krzywda im się nie stanie. Lecz kto zostanie spotkany na ulicach, ten zostanie ścięty szablą. Obywatele na to opuścili wały, było tak, jak ustalono.
Wiadomo było, że wśród Polaków byli też Sasi. Sądzono, że będzie ich kilka kompanii, i nie było rozsądne przeciw nim, jako królewskim ludziom, przeciwstawiać się nieprzyjacielsko, nie mówiąc już, że obywatele z tymi kilkoma Szwedami nie byli zdolni takim regularnym oddziałom się przeciwstawić i obsadzić wszystkie wały i posterunki.
Dlatego proszono, aby oszczędzić domy z obietnicą, że obywatele zatrzymają sie zamknięci w domach. Po tej deklaracji obywatele opuścili wały, lecz Szwedzi ustawili sie na Rynku i obie armaty skierowali naprzeciw Bramy Mariackiej. Lecz było to za późno, bo Polacy wdzierali się przez piwnice i okna do domów stojących nad rowem, i kierowali ogień do Szwedów. Polacy przebiegali przez całe miasto masakrując Szwedów z okrzykiem ''Bóg z Nami'' i było tak, jakby byli na polowaniu strzelając i krzycząc. Do tego dochodziła żałość Szwedów tak mordowanych. Polacy nie dawali nikomu pardonu, a nawet tym, którzy leżeli śmiertelnie ranni, wkładali do ran naboje i zapalali proch doprowadzając ich tak do śmierci. Nie bacząc na wcześniejsze umowy szturmowali domy, które nie chciały się dobrowolnie otworzyć, szukali Szwedów we wszystkich skrzyniach, plądrowali u obywateli. Dopiero przez głos trąbki zostali zatrzymani. Jednak następnego dnia plądrowali dalej, aż zostali rozpędzeni przez Sasów. Zabitych Szwedów rozbierali do naga i musieli tak leżeć do południa. Chomentowski usprawiedliwiał się, że nie było możliwe w pierwszej furii opanować żołnierzy w ryzach. Oficerowie Szwedzcy zostali wzięci do niewoli i żaden z nich nie poniósł śmierci. Większość zwykłych żołnierzy pochowała się tu i tam, i następnego dnia przez saskiego kapitana Arnsteta została utrzymana przy życiu. Inni mieli szczęście, i w ciemnej nocy w czasie tumultu, zdołali zdołali uciec. 30 zostało zabitych.
Jakkolwiek miasto zostało obrabowane, to musiało szefom i oficerom wypłacić 12.000 florenów, aby zapobiec dalszym zajściom. Żuławy musiały dostarczyć obrok dla koni.

10 października Polacy odeszli do Tczewa, skąd musieli sie wynieść dalej. Saski kapitan Arnstet ze swoimi pozostał do końca dla ochrony miasta, aż Polacy odejdą.
15 bieżącego miesiąca przybyło kilka regimentów Polaków przychylnych Szwedom pod dowództwem pana Wojewody Potockiego i pisarza polnego Sapiehy z kilkoma kompaniami Szwedów, i przemaszerowali przez Malbork do Tczewa. Wyrazili miastu swoje współczucie, i nie wymagali żadnych danin. Tak miasto Malbork przeżyło to całe nieszczęście, ale niemało było zatroskane, że Król Szwedzki, za namową złych ludzi, może wyrazić nienawiść z powodu zabitych Szwedów i za to sie zemścić. Szwedzki Generał Nirod z kilkoma regimentami udał się do Warszawy, aby sekundować koronację Króla Stanisława wobec jakiejś napaści. Kiedy silna partia Moskali Sasów i Polaków ich napadła, zostali pobici i nie wykonali zadania. Król Stanisław został ukoronowany 4 października . Król był ubrany za żołnierza, a królowa za narzeczoną. Podczas namaszczania olejami świętymi zdjęto płaszcz, kaszkiet i napierśnik. Wtedy przeprowadzono koronację. Po tym, w zakrystii zdjęto wojskowy habit i nałożono szaty biskupie, które według starego zwyczaju zdjęto i przechowano aż do momentu ubrania Jego ciała po śmierci. Następnie została ukoronowana Królowa. Koronacji dokonał arcybiskup Lwowa, ale popełnił błąd, ponieważ przy zawołaniu Wiwat! Na co naród miał odpowiedzieć: Amen! Nie nazwał Stanisława królem, lecz powiedział tylko: ''Wiwat Stanisław, et Katarina regina''.


Rok 1706


28 kwietnia księżyc zasłonił się aż do 6 cali, i zaciemnienie - od początku do końca - trwało trzy i pół godziny. 12 maja było wielkie zaćmienie słońca, które trwało od wpół do 10 rano do 12 w południe. Słońce było zasłonięte aż do 11 1 cala, a widoczny był tylko jego mały brzeg. Dlatego pojawiło się kilka gwiazd pierwszej i innej wielkości. Niedługo po zaćmieniu Słońca, Pan Christian Krusch, zastępca radnego, który już wcześniej z powodu melancholii popadł w desperackie myśli, w nocy poderżnął sobie gardło. Lecz dzięki pilnej staranności medyka i chirurga, zanim się wykrwawił, został uratowany. Ponieważ z powodu tego czynu nie mógł dalej uczestniczyć w zebraniach rady, w 1717 roku osobiście zrezygnował z funkcji.

Na Bałtyku, naprzeciw Wisłoujścia niedaleko Gdańska widziany był wieloryb. Lecz zanim przygotowano sprzęt do jego złowienia i rybacy wypłynęli na wodę, żadnego wieloryba nie było już widać, bo był to przewrócony statek, przy którym fale uderzając o niego tak wyrzucały wysokie gejzery, że wyglądało to tak, jakby wieloryb przez swoje dwa otwory w głowie wydmuchiwał wodę.


Żuławianie mieli zapłacić ciężka kontrybucję

W miesiącu grudniu przybył do Malborka generał Rybiński z saskim podpułkownikiem Gersdorffem, z zamiarem wymuszenia od Żuławian ciężkich kontrybucji.
Dla bezpieczeństwa zamknęli wszystkie bramy, oprócz Bramy Mariackiej. Miasto musiało wydać wszystkie zapasy prochu i ołowiu za obiecaną zapłatę.
Obawiali się być znienacka napadnięci przez szwedzki garnizon z Elbląga. Wspomniany komendant zakazał Żuławiakom płacenia kontrybucji, wobec czego Rybiński i Gersdorff wysłali na Wielkie Żuławy ciężka egzekucję, a początek zrobili w Wielkich Lichnowach.
Jednak rolnicy stawiali opór i ratowali się na Żuławy Gdańskie, a w dworach pozostały jedynie dziewki służące. W kilka dni Polacy spożyli wszystkie zapasy. Lichnowianie sporządzili rachunek strat, jakie wszystkie wioski musiały ponieść i domagali się, aby straty te zostały im zapłacone. Po przeprowadzonym ciężkim procesie, im, oraz Wielkim Żuławom suma musi być wypłacona.


Rok 1707


Nienaruszone ciało kobiety wielu podziwiało

Kościół ewangelicki św. Jerzego na tutejszym przedmieściu został przedłużony w jednej trzeciej długości, ponieważ parafia tak się powiększyła, że nie miała już w nim miejsca. Gdy dla fundamentów filarów wykopano głębokie dziury, znaleziono tam kobietę w zgniłej już trumnie, której ciało zupełnie nie podległo rozkładowi. Musiała ona długie lata leżeć w ziemi, bo nikt nie mógł sobie przypomnieć, że taka osoba, ubrana w niewspółczesne szaty, była tu pochowana. Została ona ponownie złożona w nowej trumnie i pochowana w innym grobie, blisko płotu ogrodu Wielebnego pana Leonharda Wächtera. Była przez wielu ludzi oglądana i podziwiana. Tutejszy fizyk miejski, pan doktor Krokisius, dotykał ją na zewnętrznych członkach i stwierdził, że ręce, jak też piersi i całe ciało, oraz wystający z ust język są zupełnie twarde i nie zwiędnięte. Kilka dni po tym wymieniony doktor popadł w wielką chorobę. Przez ciężkie wymioty stracił mowę i wszystkie siły i zmysły. Nie bez podstaw wielu ludziom przyszło na myśl, że przez zawartą w tym ciele tajemniczą truciznę został zarażony.


Rok 1708


Szóstego lipca przybył Jego Majestat król Stanisław I. W dorożce rzęgnietej w cztery konie, w towarzystwie dwóch szwedzkich oficerów, około godziny drugiej po południu do tutejszego Zamku.
Po spożytym posiłku natychmiast pojechał do szwedzkiego generała Krassau'a, który ze swym regimentem stał w Gdańskich Żuławach. Stamtąd następnego dnia pojechał na spotkanie z królową i panią matką.
W drodze powrotnej, dziewiątego lipca, z wymienionym generałem został przyjęty w Tczewie. Po powrocie z Tczewa, król w towarzystwie królowej i wielu kawalerów, dokonał uroczystego wjazdu do Malborka, gdzie został powitany przez burmistrza obok całego obywatelstwa, które wystąpiło zwyczajowo z rozwiniętymi sztandarami prezentując broń. Pan burmistrz Dawid Fademreich wystąpił z mową w języku łacińskim, i przekazał królowi klucze do miasta. Król w krótkich słowach podziękował osobiście i zapewnił miasto o swej łasce i opiece. Oddał klucze opatowi, który je oddał magistratowi. W lipcu, w obecności króla Stanisława, w Malborku odbyło się posiedzenie Sejmu, na którym w trosce o dobrobyt i pomyslność kraju uchwalono trzynaście ustaw.


Rok 1709


Tej zimy był taki wielki mróz, że ozimina wymarzła. Tak samo było w sadach, ponieważ ziemia nie była pokryta śniegiem. Obserwatorzy z Berlina donoszą, że silny mróz przekroczył 90 stopni, a więc klimat jest taki, że było zimno prawie jak w najodleglejszych krajach północnych. Dlatego codziennie słyszano o zamarzniętych ludziach.


Zadżumione domy zostały zagwożdżone

W ubiegłym roku w Toruniu, a już kilka lat przedtem w Polsce, panująca dżuma dotarła też do Nowego Dworu, Gniewa, Tczewa i Sztumu, i mimo wszystkich zabezpieczeń również do Przedmieść Malborka. Dlatego codziennie, od godziny 3 do 4 po południu, w kościele odprawiano modły.
Bramy miejskie były pod strażą, i nikogo nie wpuszczano, kto nie posiadał ołowianego znaku z herbem miasta, które były przydzielane co tydzień tym domom, które nie były zarażone. Jednak w mieście niektóre dziewki zostały zarażone, dlatego były natychmiast wyprowadzane na Przedmieścia i umieszczane w specjalnych domach dla zadżumionych. Pan doktor Ernesti został wyznaczony jako medyk zadżumionych, a młody Wagner za chirurga. Każdemu przyznano 300 florenów miesięcznie, z czego mieli się wraz z pomocnikami i kucharką utrzymywać. Ponadto przydzielono im osobistego fryzjera, ponieważ żaden inny nie chciał ich obsługiwać. Ci lekarze mieli chorych leczyć, i nakazano im wstrzymywać się od konwersacji ze zdrowymi, szczególnie w mieście. Zostali też wyznaczeni mężczyźni z taczkami, którzy musieli zmarłych wywozić na cmentarz przy Szpitalu Jerozolimskim, za co otrzymywali tygodniową zapłatę.
Chorym, ich kobiety musiały codziennie donosić z miasta ciepłe jedzenie, które z garkuchni kobiety przynosiły aż na Przedmieście przy krzyżu, i przelewały do ustawionych tam garnków i wiader, a następnie przez zadżumione kobiety przenoszone do domów i rozdzielane tym biednym chorym. Wszystkie zadżumione domy zostały zagwożdżone, i nikt nie mógł się ważyć z nich wyjść. Z księży nikt nie chciał się dać zamówić, a każdy z nich unikał spowiadania, a jeśli już, to mogło się to odbyć z pewnej odległości. Obcy nie byli wpuszczani do miasta, chyba że posiadali wiarygodne atesty, że przybywają ze ''zdrowych'' miejscowości. Na granicy byli najpierw sprawdzani przez wyznaczonego mężczyznę, a następnie przez wartownię przeprowadzani do prezydenta w celu cenzury.
Przez te metody z pomocą Bożą to zło zostało odparte, Przedmieścia w większości uratowane, a miasto pozostało nie zarażone za wyjątkiem kilku dziewek, które miały do czynienia z podejrzanymi ludźmi.

Gdy król August dowiedział się o wielkiej klęsce króla Szwecji pomyślał, że jest teraz czas, aby z powodu przemocy opuszczone królestwo ponownie objąć w posiadanie. Mając nadal poparcie przybył z 12 000 ludzi. Generał Krassen miał wprawdzie 18 000 ludzi, lecz z powodu nieszczęśliwego wypadku swojego króla był skonsternowany i uważał za stosowne swoje oddziały oszczędzać, szczególnie dlatego, że nie wiedział jak silna jest armia króla Augusta. Wobec tego, razem z królem Stanisławem i Szmigielskim ratowali się na Pomorze Zachodnie. Król August udał się natychmiast do Torunia, gdzie odbył konferencję z carem Rosji Piotrem I, który po tym wyjechał do Kwidzyna, gdzie spotkał się z królem Prus na tajnej naradzie. Stąd wysłał generała Keyserlinga, by załatwił, aby Rosjanie tu, i w okolicznych miejscowościach, mogli założyć kwatery zimowe.


Rok 1710


Jego Majestat król August przybędzie wodą

Drugiego czerwca nadeszła wiadomość, że Jego Majestat król August przybędzie tu wodą. Dlatego obywatele z karabinami i rozwiniętymi sztandarami ustawili się przy kaplicy św. Wawrzyńca do Karwanu. Ponieważ przypuszczano, że król już wysiadł z łodzi i nadjeżdża konno, magistrat chciał Go zwyczajowo powitać przed Bramą. Lecz gdy ledwie doszli do Bramy Mariackiej, spotkali króla tam już o 4-tej po południu. Król, w asyście różnych oficerów, szybko przejechał na koniu, wobec czego te komplementa musiały być przeniesione na pierwszy dzień Zielonych Świąt.
8 czerwca był pierwszym dniem Zielonych Świąt wyznaczonym magistratowi na audiencję. Gdy oni po kazaniu o godzinie 11 znaleźli sie na Zamku i stwierdzili, że posłowie miasta Elbląga odbywają swe benewentacje, to czcigodna Rada udała się do komnat królewskich. W imieniu króla przemówił do nich pan Podkanclerzy, po czym w imieniu Rady jej przewodniczący Samuel Wilhelmi w języku łacińskim. Ponieważ 16 czerwca przypadało królewskie strzelanie obywateli, poproszono saskiego marszałka dworu, aby dowiedział się, czy król na to pozwoli. Ten obiecał w imieniu miasta króla do tego namówić, ponieważ jest On też miłośnikiem strzelectwa. Król polecił przynieść tarcze bractwa strzeleckiego na Zamek. W wyznaczonym dniu obywatele i generałowie już raz odbyli strzelanie gdy król przybył konno. Wtedy zszedł z konia, przeszedł przez ogród strzelecki z kilkoma generałami do fosy, kazał sobie przez obsługującego Zieglera podać strzelbę, i wystrzelił dość celny strzał. Burmistrz Bliwernitz jako Pan strzelców przez generała Schulenburga wywiadywał się, czy król po dobrym strzale przyjmie, wg. przepisów bractwa strzeleckiego, zwyczajowy honorowy napitek, a gdy to król potwierdził, podano Mu kielich węgierskiego wina, co król śmiejąc się przyjął, i przepił do generała marszałka polnego Ogilvy'ego i oddał jeszcze dwa strzały. Gdy i te były udane, pożegnał sie z wszystkimi i odjechał konno do zamku.

Rok 1713


21. lutego, na polecenie pana pułkownika Weyersa, kwaterującego tu na przedmieściu, pułku generała Fleminga, ma być zbudowana nowa szubienica dla egzekucji jednego adjutanta, który został zatrzymany z 4000 florenów polskich pieniędzy.
Pochód przedstawiał się następująco:
1) Szedł wachmistrz miejski z krótkim karabinem, za nim postępował rząd żołnierzy miejskich 4 ludzi z karabinami.
2) Trzy rzędy żołnierzy miejskich każdy po 4 ludzi.
3) Pan Valentin Damm, sędzia miejski na koniu.
4) Woźny Sądu i Rady na koniu, a za nim 4 sług urzędu pieszo.
5) Mistrz Jacob Boran cieśla miejski.
6) Uczeń ciesielski z siekierą.
7) Dobosz z bębnem.
8) Cztery rzędy cieśli ze szpadą u boku i siekiera na ramieniu.
9) Kierownik dzieła z chorągwią.
10) Cztery rzędy cieśli jak wyżej. Oddział zamykał cieśla mostowy z krótkim karabinem.

Gdy zebrali się przed panem sędzią miejskim Thüre, i w porządku przechodzili przez główną wartę, wystąpili żołnierze polscy, wykonali paradę i prezentowali broń. Gdy przybyli przed sąd, miejski sędzia zszedł z konia i wygłosił krótkie przemówienie, w którym nadmienił, że w imieniu całego magistratu ustalono, że kiedy stara szubienica groziła upadkiem i nie była już do wykorzystania, musi być zbudowana nowa dla wypełnienia prawa, i dla odstraszenia tych, którzy działają przeciw 7. Przykazaniu Boga. Aby cieślom nikt nie zarzucił nic z powodu tej roboty, pierwszy cios według starego zwyczaju on osobiście wykona na przygotowanym drewnie. Po wykonaniu pierwszego ciosu, przekazał siekierę i rękawicę miejskiemu cieśli, i przepił do niego lampkę wina. Ludzie cieśli wypili wtedy 9 litrów wina francuskiego oraz jedną beczkę piwa. Po godzinie 6 wieczorem, cieśle według poprzedniego porządku, z sędzią miejskim i jego sługami przybyli ponownie do miasta, i zostali znów przez polskich powitani prezentacją karabinami. Gdy dotarli przed sędziego Thüre, ten podziękował im, i u pewnego obywatela zlecił do wypicia jedną beczkę piwa. Następnego dnia delikwent miał być poddany egzekucji, ale ponieważ tej nocy zmarł, ciało jego zostało przez pomocnika kata ułożone na wozie, wywiezione i jako zmarłe powieszone na szubienicy.