Archiwum MCK Genewa
SR/Rh/JS/AG
Niemcy
Stalag XX B Malbork - Prusy Wschodnie
Wizyta z 1 maja 1942 r.
Rzecznik obozu: Francuz: Marcel Boruty, nr 21409
Belg: Robert Duchesne, nr 51230
Lekarz obozu: (francuski) Adolphe Keller, nr 4078
Stan liczebny: 8.331 Francuzów (z tego 664 w obozie)
288 Belgów (z tego 62 w obozie)
na 9.729 jeńców (z tego 850 w obozie)
Personel sanitarny i medyczny:
Lekarze 8 Francuzów (1 w obozie)
6 Serbów
Członkowie personelu sanitarnego
55 Francuzów (z tego 11 w obozie)
2 Belgów (z tego 1 w obozie)
19 Serbów (z tego 3 w obozie)
Liczba oddziałów roboczych: około 704.
Położenie:
Patrz poprzedni raport.
Kwatery:
Całość obozu obejmuje około 38 drewnianych baraków, z tego 9 zamieszkanych przez Francuzów i Belgów. Obóz posiada jeszcze około 8 ziemianek ("Erdbaracken"), w których mieszkają liczni Francuzi, ziemianki te są wydrążone w ziemi, na zewnątrz widać jedynie ich dachy. Zimą są bardzo ciepłe, zaś latem chłodne, tak jak zwyczajne baraki z drewna. Są one dużo mniejsze niż pozostałe baraki, zwłaszcza zaś dużo niższe, w ten sposób, że jeńcy mogą tam spać tylko na jednym piętrze (łóżka jednopiętrowe). Przy wejściu i z tyłu mają czasami jedno okno i mogliśmy stwierdzić, że wnętrza nie były dostatecznie oświetlone, czytać i pisać można wyłącznie przy samym oknie. Ziemianki te są zamieszkane przez 8 do 25 jeńców.
Jeńcy mieszkający w pozostałych barakach śpią na łóżkach dwu- i trzy-piętrowych, w zależności od wielkości baraku. Wszyscy mają łóżka, ale materace są puste z powodu braku słomy. Jesienią 41 jeńców otrzymało trociny do napełnienia materacy, ale wszyscy wolą spać na pustych materacach, gdyż w trocinach chowa się zbyt wiele robactwa (pluskwy). Jeńcy twierdzą, że plaga pluskiew została bardzo szybko zlikwidowana. Naturalnie spanie na pustych materacach nie jest zbyt komfortowe, ale przynajmniej nie dokuczają im insekty. Są jeszcze pchły. Każdy jeniec posiada dwa koce oraz może otrzymywać dodatkowo koce prywatne, wówczas zdaje te pierwsze. Otrzymuje pokwitowanie od "Zahlmeister" na koce prywatne tak samo jak na odzież przysłaną przez rodzinę.
Naszym zdaniem baraki są często zbytnio przeludnione, co oznacza np., że jeńcy w jednym baraku nie mają dość miejsc do siedzenia, co jest o tyle uciążliwe, że mają tylko jedną salę zebrań, która służy zarazem jako biblioteka, teatr, czytelnia czy kaplica, i która ma ograniczoną liczbę miejsc. Wzmiankowaliśmy już o tym podczas naszej wizyty w obozie we wrześniu 1941 - nic nie zostało uczynione w tej sprawie przez ten czas. Komendant obozu występował kilkakrotnie do odpowiednich władz w tej sprawie - ciągle na próżno, projekt został odrzucony z powodu braku materiału budowlanego.
Światło elektryczne jest słabe i brak jest możliwości czytania i pisania przez wszystkich mieszkańców baraków. Wentylacja jest dobra. Ogrzewanie jest zapewnione przez wielkie piece z kamieni. Wg słów rzeczników jeńcy ostatniej zimy marzli czasami mimo rozgrzanych piecy - nie są one wystarczające dla wszystkich baraków. Czasami brak jest opału, dlatego jeńcy zmuszeni są do jego oszczędzania. Zdarzało się, że nad ranem wewnątrz baraków zamarzała woda w naczyniach. Od 1 maja zaprzestaje się ogrzewania, czyli w dniu naszej wizyty. Ogólnie można stwierdzić, że baraki i budynki Stalagu XXB są jeszcze dość prymitywne, ale rozmieszczenie łóżek w jednym rzędzie, w dwóch lub trzech piętrach jest najlepszym rozwiązaniem dla pozyskania miejsca.
Wyżywienie:
Wg słów rzeczników, jedzenie jest dobre, ale nie w wystarczającej ilości. Jeńcy są szczęśliwi kiedy dostają w paczkach zbiorowych żywność i inne dodatki. Kuchnia jest dobra, prowadzona przez kucharzy różnych narodowości. Francuzi mają swojego przedstawiciela w kuchni, który jest zarazem jej szefem. Rozmawialiśmy długo z tym ostatnim i potwierdził nam, że ma możliwość kontrolowania przydzielanej jeńcom żywności, ale nie może jej ciągle ważyć. Zgłosiliśmy to i od czasu do czasu będzie mógł ważyć żywność w obecności rzeczników. Jeńcy otrzymują następujący przydział: jeden chleb na pięciu przez pięć dni i jeden chleb na sześciu przez dwa dni w tygodniu (jeden chleb = 1.500 gram).
Racje dzienne:
Herbata 2 g
Cukier 25 g
Ziemniaki 750 g
(Jęczmień 50 g
Brukiew 650 g
Kapusta 70 g)
Racje tygodniowe:
Mięso 300 g
Tłuszcz 62,5 g
Margaryna 143 g
Ser 125 g
Marmolada 150 g
Jeńcy otrzymują często jęczmień, brukiew i kapustę w miejsce tej samej ilości ziemniaków. Dopóki było palone w piecach w barakach jeńcy mogli sami sobie przyrządzać posiłki prywatne. Obecnie nie mają takiej możliwości. W czasie naszej rozmowy komendant obozu zapewnił nas, że taka możliwość jest przewidziana w każdym baraku. Ogólnie można powiedzieć, że jedzenie w tym stalagu jest dobre i wygląda na zdrowe i pożywne.
Rzecznicy mówili nam, że otrzymują skargi na niewystarczające wyżywienie w tym czy innym oddziale roboczym. W takim przypadku skarga taka jest zgłaszana natychmiast do komendanta obozu, który wysyła oficera na kontrolę.
Dystrybucja przesyłek zbiorowych z Genewy jest dobrze uregulowana. Skontrolowaliśmy przesyłki ze stycznia i lutego i nie stwierdziliśmy nieprawidłowości. Ich rozdział odbywa się wg następujących zasad: cały teren podlegający obozowi jest podzielony na "Bezirk" i na czele każdego "Bezirk" znajduje się francuski rzecznik. Kiedy przychodzi przesyłka z Genewy, część jest zatrzymywana przez "Bezirk" Marienburg, a reszta wysyłana do pozostałych "Bezirk". To "Bezirk" dzieli następnie swoja część na poszczególne oddziały robocze. Kontrola odbywa się przy pomocy kart pocztowych załączanych do każdej przesyłki, na których wymienione są wysłane produkty. Rzecznik "Bezirk" potwierdza odbiór każdej przesyłki, którą otrzymał, tak samo jak rzecznik oddziału roboczego, następnie wszystkie karty pocztowe są przesyłane do głównego rzecznika obozu, a ten może nam pokazać dokładnie co otrzymały poszczególne oddziały robocze w ciągu ostatnich miesięcy. Zaginione paczki zdarzają się wyjątkowo rzadko i o takich przypadkach informuje się komendanta obozu, który wszczyna poważne śledztwo.
Odzież:
Rzecznicy twierdzą, ze wszyscy jeńcy mają kompletny zestaw odzieży, ale stan uniformów jest bardzo zróżnicowany w zależności od oddziału roboczego, w którym pracują. W obozie mundury są dobre, ponieważ to tutaj znajdują się ich magazyny. Każdy jeniec posiada podwójny zestaw bielizny, a jeśli otrzymuje koszulę lub kalesony od rodziny, wpisuje się je do rejestru i może je zachować, w ten sposób niektórzy jeńcy mają po 5 czy 7 koszul i być może kalesonów. Obuwie stanowi problem jak wszędzie, wszystkie dostawy skóry zostały przekazane do oddziałów roboczych i nie ma aktualnie żadnej rezerwy w obozie. To samo dotyczy mundurów, wszyscy są szczęśliwi jeśli otrzymają coś nowego z Genewy. Brakuje zwłaszcza spodni, które najszybciej się zużywają podczas pracy. Rzecznik francuski pisał już kilkakrotnie w tej sprawie do Genewy, ale bez odpowiedzi. Najwięcej braków mają Belgowie - zwłaszcza jeśli chodzi o spodnie, kurtki oraz płaszcze.
Dystrybucją mundurów wysyłanych z Genewy zajmują się rzecznicy, w podobny sposób jak przy przesyłkach zbiorowych z żywnością. Główny rzecznik obozu wydaje poszczególnym "Bezirk" odzież, a rzecznicy "Bezirk" przekazują je poszczególnym oddziałom roboczym. 27 grudnia 1941 wysłano z Genewy 555 kocy wełnianych dla Francuzów, do obozu dotarło tylko 510. Rzecznik francuski zgłosił to administracji niemieckiej, która rozpoczęła poszukiwania brakujących 45 kocy, jak dotychczas bez sukcesu.
Obóz ma nową pralnię, która działa bez zarzutów. Wszyscy jeńcy mogę dzięki niej zmieniać bieliznę co tydzień. Bielizna jest zbierana i prana barakami. Mydła dostarcza obóz bezpośrednio do pralni, jeńcy nie otrzymują mydła do indywidualnego prania, chyba, że przesłane przez rodzinę. Jeńcy potwierdzają, że pranie jest bardzo czyste.
W warsztacie krawieckim jest bardzo dużo pracy, jest ona bardzo dobrze zorganizowana.
Kantyna:
Istniejąca kantyna nie ofiaruje praktycznie niczego na sprzedaż. W minionym roku można było w niej jeszcze kupić pomidory, cytryny, ogórki i marchewkę.
Higiena:
Obóz jako taki ciągle nie posiada instalacji odwszawiającej ani prysznicy, jak już to stwierdziliśmy we wrześniu 1941. Jeńcy są odwszawiani i biorą prysznic w lazarecie znajdującym się około 4 km od Malborka. Rzecznicy obozu, którzy pracują w biurze i ci, którzy pracują w obozie mają możliwość korzystania z pryszniców w łazience niemieckich strażników. Ze wszystkich jeńców najwyżej 250 tygodniowo ma możliwość skorzystania z prysznica. Pozostali nie mieli okazji do brać gorącego prysznica od wielu tygodni, co tłumaczy całkowicie, czemu obóz nękany jest przez insekty (pchły zimą oraz pluskwy latem). Oficer obozowy twierdzi, że instalacja do dezynfekcji oraz prysznice zostaną uruchomione za jakieś piętnaście dni. Umywalnie dla całego obozu znajdują się w wielkim budynku-umywalni, który usytuowany jest mniej więcej po środku obozu. Gdyby woda płynęła nieustannie, tzn. ten budynek był otwarty przez cały czas, rozwiązanie to byłoby wystarczające. Ale jest otwarty tylko od 5.30 do 7 rano, potem od 11 do 14 oraz od 18.30 do 21 celem oszczędzania wody, wg słów oficera obozu woda nie została przewidziana w tej okolicy w dostatecznej ilości. Różni rzecznicy prosili nas o spowodowanie otwarcia umywalni przez cały dzień, co zostało nam obiecane przez oficera obozowego.
Woda płynie trzema długimi rurami z otworami w regularnych odstępach, w długim kamiennym basenie; od 80 do 100 jeńców może się myć przy nim na raz.
Latryny są bardzo prymitywne i całkowicie niehigieniczne. Podczas naszej wizyty były przerażająco brudne. Możemy sobie tylko wyobrazić ich stan latem. Należy życzyć sobie niezwłocznego wybudowania nowych latryn. Obecne składają się z kilku otwartych baraków zrobionych z desek, w pewnym oddaleniu od obozu, wewnątrz których znajdują się dwa długie rzędy siedzeń, oddzielonych jedynie jednym przepierzeniem, brak ścianek bocznych. Siedzenia, jak już wspomnieliśmy bardzo brudne, znajdują się nad długą fosą.
Na placu sportowym, położonym między barakami można grać w piłkę nożną, ręczną oraz koszykówkę. Ale sam teren nie nadaje się za bardzo do uprawiania sportu, gdyż jest bardzo piaszczysty i noga pogrąża się w nim aż po kostkę. Nic na to nie można poradzić, cała okolica jest piaszczysta.
Izba chorych:
Nic się nie zmieniło na izbie chorych od naszej ostatniej wizyty, wszystko zastaliśmy w tym samym stanie (patrz raport). Izba chorych znajduje się w drewnianym baraku, składającym się z kilku pokoi, z czego jeden używany jest jako gabinet do badań, pozostałe zaś jako izby dla chorych (lokowanych wg narodowości) i pokoje sanitariuszy. Izba chorych jest zdecydowanie za mała na tej wielkości obóz, izby dla chorych są stale przepełnione. Chorzy leżą na trzypiętrowych łóżkach i można sobie tylko wyobrazić trudności związane z leczeniem ciężko chorych w takich warunkach, zwłaszcza w przepełnionym pokoju i na najwyższym piętrze łóżka. Tak jak w całym obozie chorzy leżą na gołych łóżkach, mając tylko dwa lub trzy koce do dyspozycji. Izby sprawiają przygnębiające wrażenie, ponieważ są bardzo mroczne, źle oświetlone, a ściany i łóżka są w ciemnych kolorach. Kiedy weszliśmy do izby chorych z trudem uwierzylibyśmy, że to ona, gdyby nie napis na drzwiach. Chorzy nie mają prześcieradeł, co jest niehigieniczne, zwłaszcza w przypadku chorych gorączkujących. Gabinet badań używany jest także jako sala operacyjna, jest bardzo prymitywny i brak kilku niezbędnych narzędzi lekarskich. Instrumenty te zostały zamówione już dawno temu, ale ciągle bez rezultatu.
Chorzy:
W izbie chorych znajduje się aktualnie 24 chorych Francuzów oraz kilku Belgów. Są to najczęściej łagodne przypadki, ponieważ pozostałe są przenoszone do lazaretu. Chorzy są najczęściej dotknięci reumatyzmem, czyrakami, zastrzałami, bronchitem itp.; w jednym pokoju chorzy niezdatni do pracy czekają od bardzo dawna na repatriację. Takich przypadków jest w obozie 104 Francuzów i 8 Belgów. W lazarecie znajduje się dodatkowo 56 Francuzów i 5 Belgów niezdatnych do pracy. Komendant obozu będzie szczęśliwy jeśli ci jeńcy zostaną repatriowani do siebie jak najszybciej, ponieważ zajmują oni miejsce i musza być żywieni tak samo jak jeńcy, którzy pracują.
Lekarze dysponują wystarczającym zapasem leków, który w większości pochodzi z rezerwy medycznej ("Sanitatspark") i jest produkcji francuskiej. Do chwili obecnej brakuje tak w obozie jak i w lazarecie protez, są one wykonywane w lazarecie niemieckim, przez niemieckiego dentystę na podstawie kwitu wystawionego przez niemieckiego lekarza. W chwili obecnej nie ma już możliwości ich wykonywania, ponieważ niemiecki dentysta zrobił ich zbyt dużo. Rozmawialiśmy o tym z komendantem obozu i obiecał poczynić starania celem zainstalowania w obozie stacji dentystycznej. To głównie Francuzi mają uzębienie w opłakanym stanie.
Rozrywki umysłowe i duchowość:
W tej dziedzinie zrobiono w obozie wiele, zwłaszcza dla ekip roboczych. Biblioteka obozowa dla Francuzów liczy kilka tysięcy książek. Książki te są wysyłane w małych skrzyniach do różnych ekip roboczych gdzie pozostają na ogół 4 do 6 tygodni, po czym są wymieniane.
Orkiestra i teatr są na wysokim poziomie, chociaż ich pomieszczenie jest zbyt małe, co już zgłaszaliśmy. Przydałoby się budować nowy barak specjalnie na potrzeby rozrywkowe.
Teren sportowy jest wystarczająco duży dla wszystkich jeńców.
W obozie jest ksiądz, który jednocześnie jest jednym z rzeczników. Odprawia mszę w każdą niedzielę. Prawie każda większa ekipa robocza ma swojego księdza, który obsługuje też w razie potrzeby sąsiednie ekipy. To wszystko jest dobrze uregulowane.
Korespondencja:
Jeńcy wszystkich narodowości otrzymują wyznaczoną ilość formularzy. Kartki pocztowe są regularnie rozdawane. Poza tym, listy i paczki przychodzą bez przeszkód i wszyscy otrzymują regularnie swoja pocztę.
Przesyłki zbiorowe:
Skontrolowaliśmy przesyłki zbiorowe dla Francuzów i wszystko było w porządku. Rzecznik obozu sam kontroluje ich przybycie oraz osobiście zajmuje się ich dystrybucją. Na ogół Belgowie otrzymują zbyt mało i bylibyśmy wdzięczni gdyby można im było wysyłać więcej przesyłek. Rzecznik zajmuje się zawsze dystrybucją.
Praca:
Ogólnie można stwierdzić, że praca w obozie poza paroma wyjątkami jest dobrze zorganizowana. Oficerowie kontrolujący otrzymali wyraźne rozkazy tropienia zbyt ciężkich prac lub pracy w nadgodzinach. Jeśli takie przypadki mają jeszcze miejsce rzecznik jest o tym informowany i natychmiast interweniuje u komendanta obozu. Podczas naszej ostatniej wizyty we wrześniu ten problem był akurat aktualny, rzecznik powiedział nam, że po naszej wizycie takie przypadki stały się bardzo rzadkie. Sytuacja w obozie zmieniła się i obecnie jeńcy są zabierani pracodawcom bez większych wyjaśnień. Jeśli jeńcy z jakiejś ekipy roboczej skarżą się na złe traktowanie, złe wyżywienie itp. rzecznik obozu wraz z oficerem udają się tam natychmiast by uregulować sytuację, co zazwyczaj skutkuje. Rzecznik obozu jest zresztą na bieżąco informowany o wszystkim co się dzieje w brygadach roboczych i może udzielać im rad, ponieważ odwiedził już kilka.
Żołd:
Żołd jest wypłacany regularnie, brak skarg
Lazaret Marienburg:
(Patrz raport) Zakwaterowanie i traktowanie chorych są dobre. Wg słów francuskiego lekarza, chorzy przybywają do lazaretu zazwyczaj w zaawansowanym stadium choroby, ponieważ najczęściej muszą mieć silną gorączkę by móc iść do lekarza, kiedy znajdują się w ekipach roboczych. Rozmawialiśmy o tym długo z komendantem obozu i obiecał zająć się tym tematem.
Lekarza zgłosili nam dwa przypadki w jednej ekipie roboczej, zbyt późno wysłane do lazaretu:
1) Felix Domecq, nr 53702, trafił do lazaretu z podwójną gruźlicą. Jeniec ten zgłosił się do lekarza cywilnego 17 grudnia 1941 z powodu kasłania krwią. Lekarz ten zalecił mu dwa dni w łóżku. Następnie jeniec podjął swoją pracę. Zgłaszał, że jest osłabiony i wyczerpany, ale mimo to musiał pracować. 5 stycznia 1942 ponownie zaczął kasłać krwią i tego samego dnia cywilny lekarz (dr Schoneberg) skierował go do lazaretu, gdzie tuż po przybyciu znów zaczął pluć krwią. Dokonano transfuzji krwi i stwierdzono w wyniku prześwietlenia rozległe jamy gruźlicze po obu stronach płuc. Jego stan jest bardzo poważny.
2) Fernand Pages, nr 52966, którym zajmował się ten sam lekarz. Przez sześć dni jeniec ten pozostawał w swojej brygadzie roboczej leżąc i cierpiąc na bóle brzucha. Następnie przetransportowano go do szpitala wojskowego w Malborku na laparotomię, gdzie zmarł godzinę po zabiegu. Diagnoza: zapalenie otrzewnej.
Na naszą propozycję, w sprawie tego lekarza podjęte zostanie odpowiednie postępowanie. Niemiecki lekarz z lazaretu już poinformował swego przełożonego i mamy nadzieję, że lekarzowi temu zostanie odebrana opieka medyczna nad jeńcami.
Rozmowa bez świadków z rzecznikami obozu:
Od czasu naszej ostatniej wizyty w obozie wiele rzeczy się poprawiło, zwłaszcza w brygadach roboczych, przypadki złego traktowania jeńców są teraz bardzo rzadkie. Są nam za to bardzo wdzięczni. Dystrybucja przesyłek zbiorowych, żywności i odzieży odbywa się bez zastrzeżeń, w całości w rękach rzeczników. W samym obozie nie ma żadnych nowych zastrzeżeń.
Wnioski:
Zakwaterowanie jeńców w obozie pozostawia jeszcze wiele do życzenia. Baraki są przeludnione, stare oraz źle wietrzone i oświetlone. Instalacje sanitarne są niewystarczające, zwłaszcza latryny oraz obozowa izba chorych. Ciągle brakuje pryszniców w obozie, co powoduje ciągle nawroty wszawicy. W lazarecie brak działu protez oraz zabiegi dentystyczne ciągle zostawiają wiele do życzenia.
Z kolei praca rzecznika obozu jest dobrze uregulowana.
( - )
Dr. Schirmer
Tłumaczył: Paweł Głogowski
|
|