Wspomnienia


Niezwykłe ocalenie

źródło: Gazeta Malborska


Władysława Zawadzińska jest pogodną i wesołą starszą panią, chociaż przeżyła tragiczne chwile. Miała także szczęście przeżyć wielką miłość. W tym roku minęło 68 lat od wywózki, jej samej i rodziny, na Syberię do Kwitola w rejonie Irkucka. - O 4.30 wtargnęli do naszego domu NKWD-owcy. Kazali wziąć tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Zima była wyjątkowo mroźna. Myślałam gorączkowo, co wziąć. Pytałam sama siebie gdzie nas zabierają. W domu byłam z mamą, i czwórką rodzeństwa. Mój mąż Paweł przebywał w tym czasie na zebraniu z mężczyznami mieszkającymi w naszej wsi. Zastanawiali się co mogą zrobić wobec represji Sowietów. Gdy zobaczył światła w leśniczówce, gdzie mieszkałam, już wiedział, że co się mogło stać - wspomina pani Władysława.

Mąż z miłości wybrał zesłanie

Paweł nie wahał się. Od razu podjął decyzję dobrowolnego wyjazdu na zesłanie. Wiedział bowiem, że nie ma możliwości uchronienia Władzi przed zsyłką. Przekonał zatem szefa transportu, że on też musi jechać. Zdawał sobie sprawę jaki los go czeka: głód, ciężka praca i choroby. Nie pierwszy raz w historii Rosjanie wywozili Polaków na Syberię. Chciał być jednak z żoną, z którą był po ślubie tylko 45 dni. - Gdyby nie Paweł najprawdopodobniej nie przeżylibyśmy strasznej wielotygodniowej podróży w towarowych wagonach. Przywiózł na stację żywność, nawet zabitego świniaka i krowę. Przyprowadził także trzy rowery. Jednego żołnierze nie pozwolili zabrać. Tłumaczyli, że rower jest własnością ojca pani Władysławy, a on nie był transporcie. - Wiedział bowiem, iż może być zesłany i ukrywał się - wspomina sybiraczka.

Odpowiesz przed Bogiem

Rowery podczas zesłania wymieniono na chleb, którego ciągle brakowało. Ponadto ciężka praca w sowchozie, brak nawet elementarnych warunków sanitarnych - to wszystko rodzina przygotowana była znieść. Nie mogła się pogodzić ze śmiercią matki. Umarła po 7 miesiącach zesłania w wielkim cierpieniu. Myślała cały czas o dzieciach jak dadzą sobie radę bez niej. - Modliła się za nie. Przed śmiercią powiedziała do mojego męża: " Ty Pawełek odpowiesz przed Bogiem za chłopców. Na ciebie spada ciężki obowiązek wychowania. Ty, Władzia, bądź dla nich matką". Po tych słowach wręczyła mi swoją obrączkę - wspomina pani Władysława. Potem już nikt z rodziny nie umarł. Wszyscy oprócz mamy spotkali się w wolnej Polsce. W. Zawadzińska z rodzeństwem wróciła z zesłania w 1946 roku. Mąż i dwaj bracia mniej więcej w tym samym czasie trafili do kraju z Dywizji Kościuszkowskiej, w której walczyli.

Proroczy sen

Po powrocie do domu w Czarnej Białostockiej, spostrzegli ku swojemu zdumieniu, że obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej wisi w tym samym miejscu jakby czas się zatrzymał. - To była pamiątka rodzinna. Rodzice kupili ikonę w 1917 roku w Wilnie. Tak emocjonalnie była związana z obrazem, że przyśnił mi się on podczas pierwszej nocy w naszym domu. Pakowałam obraz do kosza do połowy wypełnionego pszenicą. Gdy się obudziłam od razu rozpoczęłam pakowanie od obrazu. Wyjechaliśmy kilka dni później na Ziemie Odzyskane. Tak trafiłam do Malborka - opowiada.

Pamiątki rodzinne

Władysława Zawadzińska do dziś przechowuje dokumenty dotyczące jej rodziny. Są to najmilsze sercu pamiątki. Chociaż są to kartki zniszczonego przez czas papieru. Wyglądają niepozornie. Najstarszym dokumentem jest świadectwo urodzenia "Geburtsurkunde" męża Pawła z 14 października 1915 roku. Zaświadczenie jest wydane przez Urząd Miejski w Osieku i podpisane przez niemieckiego urzędnika. Paweł Zawadziński urodził się 15 grudnia 1913 roku w Osiu koło Świecia w zaborze pruskim. Zmarł przed 34 laty w Gdańsku. Drugim ważnym dokumentem jest świadectwo metryczne urodzenia i chrztu, wydane 13 lutego 1940 roku przez księdza F. Soroko, proboszcza parafii w Sokółce. Z dokumentu wynika, że ojciec pani Zawadzińskiej urodził się we wsi Geniusze, a został ochrzczony 14 listopada 1889 roku. Jego rodzicami byli Julian i Marianna z Laskowskich. Oprócz metryk do naszych czasów przetrwały trzy listy pisane z zesłania przez panią Władysławę. Są świadectwem męczeństwa jednej rodziny i heroizmu matki, która poświęciła życie dla swoich dzieci.


Spisała Grażyna Wosińska