Ryszard Rząd
„Malbork 1945. Relacja z obrony zamku”
Artykuł opublikowany został za zgodą autora, natomiast w zmienionej formie został zamieszczony w magazynie Militaria i Fakty, nr 4(14), 2002.
Obronie zamku w Malborku w 1945 roku nie poświęcono jak dotąd żadnej monografii w języku polskim. „Dzieje Malborka” K. Górskiego (Gdańsk 1973) traktują ten temat raczej marginalnie i ze specyficznym dla tamtej epoki zabarwieniem. W 1992 roku pojawiła się natomiast w języku niemieckim publikacja opisująca walki o zamek widziane oczyma jednego z obrońców (G. Fieguth, Marienburg 1945. Kampf um Stadt und Burg, München 1992). Jest to do dziś jedyne opracowanie tego tematu. Jak każde wspomnienie, jest to oczywiście relacja subiektywna. Niestety, nie pozbawiona także nieścisłości, które wychwycić można analizując inne podobne opisy. Artykuł niniejszy nie rości sobie pretensji bycia jedynym, obiektywnym sprawozdaniem z walk. Oparty jest na opowieści innego z żołnierzy, Richarda Weisera, który nie ukrywa, tego że nie był wszędzie i nie widział wszystkiego. Miał wówczas 19 lat i był podoficerem, dowódcą 1 grupy 1 kompanii Szkoły Podoficerów Piechoty w Gniewie. Kiedy jego losy splotły się z dawną stolicą Zakonu Krzyżackiego miał za sobą krótką, lecz intensywną karierę wojskową. W 1940 roku uczył się w Szkole I Stopnia Podoficerów Piechoty („Heeres-Unteroffiziervorschule”) w Dreźnie, po czym trafił na front. 18 lipca 1944 roku otrzymał pierwszą, czarną odznakę za rany („Verwundetenabzeichen”). W końcu sierpnia, po 4 tygodniach, opuścił szpital i trafił do 3 pułku szkoleniowego „Nordukraine” w Strzemieszycach koło Dąbrowy Górniczej. 5 września otrzymał Krzyż Żelazny 2 klasy. 20 stycznia 1945 roku jego kompanię skierowano do obrony zamku w Malborku. Dziesięć dni później odznaczony został przez gen. Rapparda (zob. niżej) Krzyżem Żelaznym 1 klasy i dwoma odznakami za zniszczenie czołgu środkami walki piechoty („Panzerknäckerabzeichen”). 9 marca opuścił zamek wraz z ostatnimi obrońcami, kierującymi się w stronę Gdańska. Tydzień później otrzymał drugą odznakę za rany, zaś 7 kwietnia srebrną odznakę szturmową piechoty („Infanterie-Sturmabzeichen”). Do 21 kwietnia 1945 roku miał stwierdzonych 12 dni walki wręcz i 17 rozpoznanych trafień jako strzelec wyborowy. Na koniec, 24 kwietnia, otrzymał srebrną odznakę za rany (przyznawaną za trzy zranienia na polu walki). 9 maja tegoż roku trafił do radzieckiej niewoli na Mierzei Wiślanej. Spędził 5 lat na Uralu (obóz 7617 w Magnitogorsku), po czym wrócił do Niemiec i zaciągnął się do Bundeswehry. Obecnie jest na emeryturze, mieszka w Hamburgu i od 1984 roku corocznie bywa w Malborku.
Swoje wspomnienia zamknął w manuskrypcie pt. „Bericht über den Einsatz der 1. (- und 3.) Heeresunteroffizierschule 5 Mewe in der Marienburg, im Werder und auf der Frischen Nehrung 20. Januar 1945 – 9. Mai 1945“. Niniejszy artykuł zawiera większość z nich (kursywa) w niemal dosłownym tłumaczeniu i opatrzonych niezbędnymi komentarzami. Autorami fotografii są natomiast: ostatni niemiecki korespondent wojenny w Malborku, Helmut Weinkauf i jeden z żołnierzy, Georg Sanders.
20 stycznia (sobota)
1 i 3 kompania Szkoły Podoficerów Piechoty Nr 5 z Gniewa („Heeresunteroffizierschule 5 Me-we”) przybywa do Malborka. Silna zamieć. Temperatura minus 23 stopnie.
W południe, w trakcie obchodu budowli zamkowych odkryliśmy w piwnicach wielkie ilości al-koholu (75.000 butelek), konserwy mięsne i chleb w puszkach. Po południu jedna z kompanii skierowana została w rejon mostów i Wieży Maślankowej.
Fot. 1: Richard Weiser na początku lutego 1944 r. jako strzelec w Oleśnicy. Ma na sobie mundur Mod. 43.
21 stycznia (niedziela)
Przed południem, na dziedzińcu Zamku Średniego, obydwie kompanie powitał pułkownik Karl Brassert, dowódca obrony twierdzy Malbork. Okazało się, że byliśmy pierwszymi żołnierzami na zamku. Po południu wyszliśmy do miasta, gdzie na Rittergasse znajdowało się schronisko woj-skowe („Soldatenheim”, punkt „a” na planie), prowadzone przez bardzo miłe siostry z Niemieckiego Czerwonego Krzyża („Miały wszystko, czego żołnierz potrzebował”).
Karl Brassert (1899-1983)
Urodził się w Lipsku. Walczył w pierwszej wojnie światowej. Po jej zakończeniu służył w Reichswehrze („Hunderttausend-Mann Heer”). 20 stycznia 1945 r. rozkazem Heinricha Himmlera, który gościł w Malborku (nie na zamku, lecz w koszarach), przejął dowództwo „Kampfgruppe Marienburg” od płk von Koellera. Kierował obroną odcinka od Białej Góry do zamku włącznie. Nie był ranny w czasie pierwszej wojny światowej ani w drugiej. Dopiero w kwietniu 1945 r. został trafiony w nogę. Leczył się w amerykańskim szpitalu w Lipsku. Gdy miasto zajęli Rosjanie wywieźli go do Morszańska (obóz 7064), gdzie spędził 5 lat. Bardzo dużo palił. Żona żartowała, że zamiast krwi ma smołę. Zmarł w Hamburgu.
Fot. 2: Karl Brassert. Na fotografii jest jeszcze w stopniu majora z dorobionym po wojnie przez fotografa Krzyżem Rycerskim. Otrzymał go 16 lutego 1945 r., równocześnie z awansem na pułkownika. Był przeciwny tej fotograficznej mistyfikacji, lecz zgodził się za namową żony. Wstążka przy guziku świadczy o nadaniu mu „Ostmedaille” (zwanego „zamrożonym mięsem”) za kampanię 1941 r. w Rosji. Na lewej kieszeni, u góry widnieje orzeł z banderolką i datą 1939. Otrzymywało się go za dwa Krzyże Żelazne 1 klasy, z których jeden nadany był w czasie pierwszej wojny światowej. Poniżej, z lewej znajduje się „Panzerkampfabzeichen” – czołgowa odznaka szturmowa (brązowa, dla zmotoryzowanej piechoty). Pod Krzyżem Żelaznym 1 klasy – „Schlesischer Adler” za walki z pol-skimi powstańcami na Śląsku w 1920 r. (służył tam bowiem w korpusie ochotniczym). Na prawej kieszeni znajduje się natomiast Krzyż Niemiecki w Złocie („Deutsches Kreuz in Gold”), popularnie zwany „sadzonym jajem”. Otrzymał go 16 lutego 1942 r. jako major i dowódca 2 batalionu 10 pułku strzelców.
22 stycznia (poniedziałek)
Do zamku przybyli marynarze ze szkoły morskiej w Gdyni. Część z nich jest w swoich charakterystycznych bluzach i ... półbutach, inni w kombinezonach. Dowodzi nimi dawny kapitan U-Boota („prosty jak struna”). Nas umieszczono w piwnicach Zamku Średniego i Wysokiego.
W Malborku panuje zupełny spokój. Otwarte są sklepy, ludzie rozmawiają na ulicach, ignorując dobiegający z dala huk artylerii. Część mieszkańców zaczyna jednak opuszczać miasto koleją lub pieszo.
Fot. 3: Posiłek w piwnicy pod skrzydłem zachodnim Zamku Średniego. Większość z wi-docznych tu żołnierzy to podoficerowie formacji lotniczych.
Fot. 4: Grupka żołnierzy przy grze w karty. Siedzą od lewej: podporucznik Werner Schütze, NN, starszy sierżant von Hörsten i podporucznik Burger (ostatni dwaj to lotnicy). Wszyscy czterej przeżyli wojnę.
Werner Schütze (1922-1996)
Urodził się w Biskupcu. W 1934 r. jego ojciec przeprowadził się z rodziną do Malborka. Młody Werner do 1941 r. uczył się w miejscowym gimnazjum, po czym trafił do Wehrmachtu. Jego dwóch braci już służyło w armii. Jeden był pilotem, drugi służył w marynarce. On zaś, jako piechur w stopniu podporucznika, walczył na froncie wschodnim m.in. w Kurlandii, gdzie w końcu lipca 1944 został ranny. W styczniu 1945 r. wezwano go z domu z urlopu rekonwalescencyjnego i skierowano do obrony miasta i zamku. Nie trafił do niewoli rosyjskiej. W latach 1946-50 studiował budownictwo na Uniwersytecie w Brunszwiku. Jako świeżo upieczony konstruktor otrzymał pracę w Libii przy odbudowie lotniska Benina/Benghazi, nad którym w czasie wojny został zestrzelony i stracił nogę jego brat Hans, pilot bombowca He-111. W 1953 r. zamieszkał w Republice Południowej Afryki, zostając jednym z bardziej aktywnych inżynierów. Dzięki niemu w Pół-nocnym Transwalu powstało wiele zakładów przemysłowych i ponad dwa tysiące kilometrów dróg. W 1977 r. przeszedł na emeryturę. Zmarł po długiej i ciężkiej chorobie w szpitalu w Pietersburgu (RPA).
24 stycznia (środa)
Byłem akurat w schronisku, gdy około godz. 16.00 pierwsze dwa pociski artyleryjskie spadły na miasto. Natychmiast ogłoszono alarm na zamku i przy mostach.
25 stycznia (czwartek)
Wczesnym rankiem odjechał z Kałdowa (przedmieścia na lewym, zachodnim brzegu Nogatu) ostatni pociąg z ludnością cywilną. Coraz częstsze alarmy bojowe na zamku. W mieście słychać ciężkie walki.
Fot. 5: Żołnierze niemieccy w jednej z kamienic na Starym Mieście. Dwaj z lewej mają założone pikowane spodnie zimowe na szelkach. Pierwszy z prawej zaś zimową kurtkę kamuflażową z kapturem. Krzyże Żelazne 2 klasy otrzymali tego samego dnia.
Na wstążeczkach noszono je bowiem tylko w dniu odznaczenia. Później medal odpinało się i przechowywało osobno. Wstążeczkę zaś przypinało jako zakładkę do drugiego od góry guzika munduru.
26 stycznia (piątek)
Do zamku przybywa coraz więcej różnorodnych oddziałów wojskowych, przegrupowywanych lub cofających się przed Rosjanami.
Około 18.00 posterunki na murach obronnych zameldowały o pojawieniu się czołgów na Nowej Drodze. Nie były to jednak T-34, lecz „Amis” – sześć amerykańskich Shermanów znanych nam z kronik filmowych. Szły do mostów, bez osłony piechoty.
Jeden z nich dotarł aż do bramy Zamku Średniego i tu został porzucony przez załogę. Jako, że był w pełni sprawny natychmiast sprowokował jedynego naszego czołgistę, zwanego „PanzerWilli”, do ... przejażdżki. Dotarł nim do Kałdowa gdzie skończyło mu się paliwo. Kilka dni później dowiedzieliśmy się, że zniszczono tam sowiecki czołg, który przedarł się przez most na Nogacie. Podobno zastanawiano się nawet nad stosownym odznaczeniem dla tamtejszych przeciw-pancerniaków. Pozostałe Shermany zostały zniszczone od razu. Jeden przez armatę przeciwlotniczą (kal. 8,8 cm) stojącą koło Karwanu (zob. plan), reszta „Panzerfaustami” z murów. Trzy z nich trafił młody, 17-letni żołnierz.
Około 20.00 pierwsza kompania wyszła z zamku i zajęła pozycje obronne nad Młynówką w rejo-nie dawnego szańca szwedzkiego. Rosjanie nie dali długo na siebie czekać, lecz wszystkie ich ataki zostały odparte. Tej nocy pułkownik Brassert osobiście obchodził nasze pozycje. Na moim odcinku pojawił się dwukrotnie z karabinem w ręku.
„Panzer-Willi” – nieznany z nazwiska czołgista. Miał 22 lata i pochodził spod Husum w Dolnej Saksonii. Był znakomitym kolegą i doświadczonym żołnierzem. Miał za sobą kampanię rosyjską w 1941 r. Był pięciokrotnie ranny i odznaczony złotą odznaką za rany (przyznawaną za pięć ran lub śmierć na polu chwały), Krzyżem Niemieckim w Złocie i dwoma odznakami za zniszczenie czołgu. 27 stycznia 1945 r. zniszczył na zamku kolejny, za co trzy dni później gen. Rappard osobiście przypiął mu na prawym ramieniu trzecią odznakę. Zginął w nocy 15/16 marca 1945 r. w czasie potyczki z grupą uzbrojonych polskich robotników pracujących przymusowo na Żuławach.
Brassert, Rogge (zob. niżej) i ojciec R. Weisera, który zginął w Mohylewie, byli dobrymi znajomymi. Gdy pewnego razu w Malborku Brassert i Weiser-syn byli razem na stanowisku bojowym, pułkownik powiedział: „Jak to czasy się zmieniają. W pierwszej wojnie leżałem w jednym okopie z twoim ojcem, a dziś z tobą”.
Fot. 6: Zniszczone radzieckie Shermany na Przedzamczu (patrz plan). Wjeżdżając bez osłony piechoty na teren zamku narażone były na zmasowany ostrzał z murów twierdzy. Niemieckie „Panzerfausty” (obrońcy nie mieli „Panzerschrecków”) z łatwością przebijały pancerze tych czołgów, powodując często wybuch amunicji i oderwanie wieży. Pojazd z prawej (nr 1) zniszczony został 26 stycznia, pozostałe (z lewej nr 2 i w środku nr 3) prawdopodobnie trzy dni później. Zdjęcie polskie z końca 1945 lub pocz. 1946 r. Ślady pojazdów omijających wrak nr 1 świadczą o usunięciu zwaliska gruzów na Nowej Drodze.
Fot. 7: Dwa kolejne czołgi (z lewej nr 4, z prawej nr 5) unieruchomione 26 stycznia w pobliżu tzw. Domu Podstarościego.
27 stycznia (sobota)
Około godz. 3.00 w nocy, w świetle płonących domów, zniszczyliśmy „Panzerfaustami” trzy czołgi T-34 i jedno działo samobieżne. Poszło to tak „gładko” jak na poligonie. W dwu, które trafiły na moje konto, wybuchła amunicja. Dwa lekko uszkodzone czołgi zdołały jednak wycofać się spod naszego ostrzału. O 4.30 nasza kompania wróciła do zamku.
Nad ranem dwa rosyjskie czołgi stojące koło sklepu z zabawkami na Rittergasse zaczęły ostrzeliwać południowo-wschodnie naroże Zamku Wysokiego. Chciały w ten sposób przygotować pole dla ataku piechoty, który jednak natychmiast załamał się pod naszym ostrzałem. Jak się później okazało, na murze obronnym niedaleko mnie był także w „panterce” i z karabinem maszynowym dowódca 7 dywizji piechoty generał Rappard, któremu podlegał między innymi zamek.
Rosjanie zajęli miasto Malbork. Uczcili to nazajutrz zwyczajowym salutem armatnim w Moskwie.
Fot. 8: Strzelec wyborowy na stanowisku.
Fot. 9: Widok ze strychów Zamku Wysokiego na przedpole. W środku ulica Neue Weg (Nowa Droga), którą przeprowadzano wszystkie radzieckie ataki pancerne. Na dole kadru widać fragment wieży zniszczonego „Shermana” (nr 6).
28 stycznia (niedziela)
Zniszczeniu uległy wieża główna (zapewne jej najwyższa część) i kościół zamkowy trafiony przez dwie salwy artyleryjskie. Zginęło tu kilkudziesięciu marynarzy.
29 stycznia (poniedziałek)
Coraz więcej wojska przybywa do zamku. Poznałem starszego sierżanta odznaczonego Krzyżem Rycerskim w 1943 r. Odparto kolejny atak czołgów, z których część zniszczono, część wycofała się. Naszymi „sąsiadami” są marynarze, którzy w nocy dokonali wypadu na miasto, w rejon Placu Gdańskiego i wieży ciśnień. Niestety, okupili to ciężkimi stratami. Zginął też ich dowódca.
Fot. 10: Papieros w chwili przerwy. Jeden z marynarzy – podoficer ze szkoły morskiej w Gdyni.
Fot. 11: „Shermany” na Nowej Drodze (z lewej nr 1, z prawej nr 2). Otwarte klapy w wieżach sugerują, że załogi usiłowały ratować się ucieczką.
30 stycznia (wtorek)
Ciężki ostrzał z moździerzy i dział. W wielu miejscach płoną więźby dachowe zamku (zniszczeniu uległa reszta wieży głównej). Pali się też miasto. Na dziedzińcu Zamku Średniego wykopano groby dla poległych żołnierzy (patrz plan).
Wieczorem w piwnicy pod Wielkim Refektarzem generał Rappard odznaczył tych, którzy zniszczyli rosyjskie czołgi. Byłem wśród nich.
Fot. 12: Zniszczony Zamek Wysoki. Widok od strony płd.-wsch.
3 lutego (sobota)
„Sowiecka piechota na Nowej Drodze z kierunku Welschen Garten !”. Natychmiast otwarto ogień z murów obronnych. Jednak, jako że mogli to być nasi, wracający z rejonu Kumstgarten, ostrzał wstrzymano. Później mówiono, że byli to lotnicy. Być może, chociaż do tej pory nie widziałem takiej formacji na zamku.
Dowództwo w zamku objął „major z Krzyżem Rycerskim” (Mickley).
Karl Mickley
Kierował obroną zamku, do chwili gdy trafił do szpitala chory na żołądek (podobno lubił nadużywać ... ). W 1985 r. żył jeszcze w przytułku.
Fot. 13: Karl Mickley. Na fotografii jest w Feldbluse Mod. 1943, bluzie typu „battledress”, nowym i bardziej oszczędnym kroju munduru, m.in. bez pionowych zakładek na kieszeniach. 13 czerwca 1941 r. jako porucznik i szef kompanii 4 pp odznaczony został Krzyżem Rycerskim, zaś 7 lipca 1942 r. jako kapitan i szef 7 kompanii 304 pułku strzel-ców otrzymał Krzyż Niemiecki w Złocie. Nad lewą kieszenią widnieje „Nahkampfspan-ge” (odznaka bojowa piechoty za walkę wręcz), niżej Krzyż Żelazny 1 klasy i „Infanterie-Sturmabzeichen” (odznaka szturmowa piechoty). Na krawędzi bluzy znajdują się wstążeczki od Krzyża Żelaznego 2 klasy i „Ostmedaille”.
5 lutego (poniedziałek)
Pierwsza kompania zastąpiła trzecią na posterunku przy mostach. O północy poszedłem w krzaki nad Nogat, gdzie usiadłem na tzw. „Donnerbelce”. Było tam już dwu jakichś żołnierzy. Niestety, nagły wybuch pocisku zmusił nas do podciągnięcia spodni i dania susa do pobliskiego schronu. Tam jeden z nich zaklął: „Cholera, nawet przy sr... nie dadzą człowiekowi spokoju”. Był nim dowódca obrony mostów, major Rogge.
Wilhelm Rogge (zm. 1988 ?)
Pochodził ze Stendal. Walczył w pierwszej wojnie światowej. Po jej zakończeniu stu-diował teologię i został pastorem ewangelickim. W czasie drugiej wojny światowej awansował do stopnia majora. 20 maja 1944 r., jako kapitan i dowódca 2 batalionu 21 pułku grenadierów pancernych, odznaczony został Krzyżem Niemieckim w Złocie. W 1945 r. dowodził najpierw obroną samych mostów malborskich („Bruckenkopf Marienburg”), zaś w końcu lutego zastąpił majora Mickleya na stanowisku komendanta zamku. 15 marca 1945 r. został za to odznaczony „Ehrenblattspange”. Po wojnie ponownie został pastorem w rodzinnym Stendal (NRD), gdzie też zmarł.
6 lutego (wtorek)
Śnieżyca. W południe odparliśmy atak rosyjskiej piechoty na mosty. Straty własne: dwu zabitych i dwu lekko rannych.
Słyszeliśmy, że wieczorem dokonano wypadu z zamku w kierunku ulic Kratzhammer i Neustadt.
Fot. 14: Widok z murów zamku na fragment zniszczonego Starego Miasta – ulica Rittergasse. Z tego miejsca, 27 stycznia, rosyjskie czołgi dokonywały ostrzału wieży głównej i kościoła zamkowego. Ciężkie walki o kamienicę z prawej strony (punkt „b” na planie) nadały jej ponure miano „domu upiorów”. Przez pewien czas znajdowali się w niej za-równo Rosjanie, jak i Niemcy, którzy żartowali sobie, że muszą wykonać dla obu stron plan korzystania z tamtejszych toalet („do południa my, później oni”). Na dnie fosy widoczne zasieki z drutu kolczastego.
10 lutego (sobota)
Rosjanie żądają kapitulacji do godz. 12.45 w dniu 12 lutego. Twierdzą, że w przeciwnym razie zniszczą nas całkowicie.
Gustav Fieguth (1914-1996)
Urodził się w Kończewicach na Wielkich Żuławach Malborskich, jako najstarsze dziecko w rodzinie, która od wieków mieszkała na tych terenach. Z pochodzenia mennonita. Jego ojciec był ostatnim kapitanem wałowym („Deichhauptmann”) na tym terenie. Młody Gustav uczył się w Malborku. Jako obywatel Wolnego Miasta Gdańska w latach 1935-36 służył ochotniczo w 45 pp w Kwidzynie. We wrześniu 1939 r. uczestniczył w niemieckim ataku z Wrzeszcza na Gdynię. Walczył także we Francji, na Bałkanach i w Rosji. Odznaczony wieloma medalami za odwagę na polu walki, skierowany został na szkolenie podoficerskie do Czech, po odbyciu którego trafił na front południowo-wschodni na Węgry. W październiku 1944 r., z powodu stwierdzonej żółtaczki, przewieziono go stamtąd do lazaretu w rodzinnym Malborku. Gdy front zbliżył się także do tego miasta oddał się do dyspozycji komendantury twierdzy. Do niewoli trafił na Mierzei Wiślanej. W sierpnia 1948 r. wrócił z Rosji i osiedlił się w Szlezwiku-Holsztynie. Do 1960 r. pracował w różnych firmach, po czym został agentem ubezpieczeniowym. W 1980 r. przeszedł na emeryturę. Jako aktywny działacz ziomkostwa zachodniopruskiego, wydał m.in. wspomnienia z obrony Malborka („Marienburg 1945. Kampf um Stadt und Burg”) oraz monografię Żuław Malborskich („Heimat zwischen Weichsel und Nogat”).
Georg Sanders (1912-2001)
Najmłodszy syn Conrada i Olgi Sandersów, właścicieli znanej w Malborku gorzelni i sklepu monopolowego przy Hohe Lauben 33. Po ukończeniu gimnazjum w 1934 r. został kwatermistrzem w Reichswehrze. W czasie II wojny światowej walczył m.in. w Rosji, trafił też w szeregi obrońców zamku w swoim rodzinnym mieście. Wykonał wówczas serię unikalnych zdjęć. Ocalił je, mimo licznych rewizji w rosyjskiej niewoli, do której dostał się w maju 1945 r. na Mierzei Wiślanej. Do Niemiec wrócił w 1949 r. i zamieszkał w Soest. Tu pracował jako urzędnik w miejscowym starostwie. W 1975 r. przeszedł na emeryturę.
Fot. 15: Gustav Fieguth (z lewej) z Georgiem Sandersem w bramie Zamku Wysokiego.
12 lutego (poniedziałek)
„Obiecanego” przez Rosjan ataku nie było. W nocy w piwnicy pod Wielkim Refektarzem wyświetlono film „Kolberg”. Od nas oglądało go niewielu żołnierzy, mamy przecież służbę przy mostach.
15 lutego (czwartek)
Ponowny wypad do miasta.
16 lutego (piątek)
Święto na zamku. Pułkownik Brassert zostaje uhonorowany Krzyżem Rycerskim (przez gen. F.G. von Rapparda). Odznaczono też wielu innych żołnierzy. Przemówienia.
O północy nasza pierwsza kompania została zluzowana z posterunku przy mostach. Zastąpiła ją kompania mieszana, złożona z marynarzy i piechurów. Wracamy do zamku.
Friedrich Georg von Rappard (1892-1946)
Urodził się koło Osnabrück. W 1911 r. trafił jako chorąży do 7 batalionu strzelców w Bückeburgu. Rok później został podporucznikiem. Przez całą pierwszą wojnę światową służył w formacjach strzeleckich – od 1916 r. jako dowódca kompanii, następnie adiutant dowódcy batalionu i na koniec w sztabie Niemieckiej Dywizji Strzelców. Odznaczony Krzyżami Żelaznymi 2 i 1 klasy oraz odznaką za rany. W 1924 r. trafił do Reichswehry. Przez krótki czas służył w 18 pp w Detmold-Hameln, następnie został szefem kompanii 6 pp w Lubece-Ratzeburg. Po awansie na kapitana, w latach 1935/36 wykładał w szkole piechoty w Döberitz, zaś w latach 1936-39 był dowódcą 1 batalionu szkolnego pp. W czerwcu 1939 r. awansował na pułkownika w sztabie 18 pp w Bielefeld, zaś od 1 stycznia 1940 r. dowodził 277 pułkiem w nowo powstałej 83 dyw. piechoty. W styczniu 1942 r. jego pułk skierowano do obrony pozycji w Wielkich Łukach na froncie wschod-nim. 1 listopada 1942 r. wraz z awansem na generała brygady objął dowództwo 7 Ba-warskiej Dywizji Piechoty. Dzięki troskliwości o powierzonych mu żołnierzy zyskał niebawem miano „ojca dywizji”. W maju 1943 r. awansował do stopnia generała dywizji. 1 czerwca 1944 r. odznaczony został Krzyżem Niemieckim w Złocie, zaś 20 października Krzyżem Rycerskim, do którego 24 lutego 1945 r. dodano Wieniec z Liści Dębu. Kierował obroną odcinka od dolnej Wisły do Zalewu (bez Elbląga, którego broniła 7 dywizja pancerna gen. Mausa). Odmówił propozycji swego przełożonego, dowódcy XVIII korpusu, generała Hochbauma, by zostać przeniesionym na front zachodni. Wy-wiad donosił bowiem, że Rosjanie „polują” na Rapparda. W maju 1945 r. wraz z jedenastoma innymi generałami dostał się zatem do rosyjskiej niewoli. 16 tegoż miesiąca wraz z generałami Hochbaumem i Fährheimem przetransportowano go samolotem do Moskwy. Tam postawiono mu zarzut ludobójstwa, to jest wydania rozkazu rozstrzelania w 1942 r. 80 partyzantów i osób cywilnych w Wielkich Łukach na ówczesnym obszarze działania 7 dywizji. Nie było to zgodne z prawdą, bowiem rozkaz taki w rzeczywistości wydał komendant miasta, major Sonnewald, będący wówczas oficerem sztabowym 83 dyw. piechoty. Mimo to powieszono go na rynku w Wielkich Łukach wraz z pułkownikiem Sassem, ostatnim dowódcą 277 pp, wspomnianym majorem Sonnewaldem i trzema innymi oficerami. Kolejnego żołnierza skazano na 20 lat ciężkich robót, dwu innych na 15 lat. Kilka dni później powieszono tam jeszcze dwu lekarzy pułkowych.
Fot. 16: Uroczystość dekoracji Krzyżem Rycerskim pułkownika Karla Brasserta (z lewej). Obok stoi kapitan wałowy Fieguth (ojciec), który ma na sobie bliżej nieokreślony mundur z wyłogami. Na jego lewej kieszeni widnieje prawdopodobnie odznaka cywilna Wehrmachtu („Wehrmacht-Zivilabzeichen”).
Fot. 17: Gen. Friedrich Georg von Rappard w trakcie przemówienia. Na sobie ma m.in. zimową kurtkę kamuflażową z kapturem i czapkę polową („Einheitsmütze”). Na prawo od niego podoficer żandarmerii (emblemat na lewym ramieniu), odznaczony m.in. Krzyżem Żelaznym 2 klasy (wstążeczka przy guziku) i srebrną odznaką za rany. Warto też zwrócić uwagę na hełmy żołnierzy towarzyszących generałowi – jeden w zimowym kamuflażu, inny zaś w pokrowcu maskującym. W tle rozpięta flaga wojenna Rzeszy.
17 lutego (sobota)
Po raz pierwszy od 5 lutego „zwiedzałem” zamek. Niestety, zmienił się nie do poznania. Zniszczeniu uległa między innymi Wieża Klesza i skrzydło wschodnie Zamku Średniego, przez co Ro-sjanie mają teraz wgląd na jego dziedziniec. Poległych musimy więc grzebać za Wielkim Refektarzem (patrz plan). Wynosimy ich przez otwór wykuty (chyba w końcu stycznia) w ścianie za-chodniej Zamku Średniego. Jest to teraz główne wejście do zamku. Przez bramę można bowiem wchodzić tylko pojedynczo lub małymi grupkami i to w nocy, tak jak nasz „zaopatrzeniowiec”.
„Zaopatrzeniowcem” tym był sierżant Paul Vogel. Pochodził z Pforzheim i miał już około 50 lat. Powszechnie nazywano go „matką kompanii”. Swoją bazę miał w opuszczonym gospodarstwie koło Stogów na Żuławach i codziennie furmanką dowoził stamtąd do mostu w Kałdowie prowiant, w tym świeże mięso. Co jakiś czas rozdzielał także tytoń, papierosy i alkohol, które zdobywał drogą wymiany z kwatermistrzami innych jednostek. W jednej z piwnic na Przedzamczu znajdowało się palenisko z kotłem, w którym aż do około 8 lutego żołnierze sami przygotowywali sobie ciepłe jedzenie.
2 połowa lutego
Obrońców mostu odwiedził Gauleiter Forster ze sztabem
Koniec lutego
Major Rogge zostaje komendantem całej „Kampfgruppe Marienburg”, zaś obroną mostów kie-ruje odtąd porucznik Treidel.
Hermann Treidel (1922-1993)
Urodził się w Malborku jako syn pastora ewangelickiego. W latach 1934-40 uczył się w miejscowym gimnazjum. Bezpośrednio po maturze, jesienią 1940 r. powołano go do Wehrmachtu. W 1943 r. jako podporucznik został ranny pod Stalingradem i krótko przed jego upadkiem wywieziony samolotem. W tymże roku odznaczony też został Krzyżem Niemieckim w Złocie. W końcu lutego 1945 r. jako porucznik i następca majora Rogge, dowodził obroną mostów malborskich. On też, 9 marca 1945 r. wydał rozkaz wysadzenia ich w powietrze. Po wycofaniu się z Malborka został ranny w Tralewie na Żuławach i trafił do lazaretu w Szlezwiku-Holsztynie. Po zaleczeniu rany skierowano go przeciw Anglikom w okolicach Lüneburga. Tam został ponownie ciężko ranny i trafił do szpitala w Hamburgu, gdzie leżał do początku 1946 r. Po wyjściu z niego wyuczył się zawodu leśnika. Zmarł w swojej leśniczówce w Weenzen koło Hameln.
Fot. 18: Por. Hermann Treidel (trzeci z lewej) z grupą swoich żołnierzy na tyłach domu na Starym Mieście w Malborku. Warto zwrócić uwagę na różnorodność mundurów. Jeden z żołnierzy ma za pasem dwulufowy pistolet sygnałowy kal. 26 mm.
7.03.1945 – zamek opuszcza ostatni korespondent wojenny Helmut Weinkauf (ur. 1920)
Fot. 19: Helmut Weinkauf. Na fotografii wykonanej w Gdańsku w 1945 r. jest w mundurze podoficera batalionów ćwiczebnych Kriegsmarine. Odznaczony Krzyżami Żelaznymi 2 i 1 klasy, odznakami za służbę na łodziach podwodnych oraz trałowcach i stawiaczach min. Od 1939 r. służył bowiem Marynarce Wojennej, w tym jako korespondent wojenny na okrętach podwodnych na Atlantyku. Jesienią 1944 r. skierowano go na front wschodni, do Gdyni. Na początku lutego 1945 r. trafił do Prus Wsch., w tym do Królewca i Malborka. Jak wspominał, zamek po raz pierwszy dał mu okazję do walki na lądzie (z „Panzerfaustem” w ręku). Na morzu już walczył, zaś w 1943 r. był obserwatorem w locie z Tromsö w Norwegii na Spitsbergen.
9 marca (piątek)
Rozkaz opuszczenia zamku. Wychodzimy w nocy, w trakcie mocnej śnieżycy. Około godziny 22.00 słyszymy za sobą potężną detonację – mosty na Nogacie wyleciały w powietrze. Opuszczając to historyczne miejsce czujemy się niczym ostatni rycerze.
Wycofywanie wojsk z zamku rozpoczęto ok. godz. 18.00. Wychodzono grupami przez most drogowy i częściowo zniszczoną drewnianą kładkę. Pomiędzy godz. 22.00 a 22.15 wysadzono w powietrze wszystkie trzy przejścia przez Nogat: najpierw kładkę, później mosty. Zaskoczeni detonacją Rosjanie rozpoczęli chaotyczny ostrzał zamku, lecz wojska niemieckie były już kilka km za rzeką.
Fot. 20: Wysadzone w powietrze mosty malborskie.
MAPA

Literatura:
Materiały rękopiśmienne nadesłane przez R. Weisera (1999) i H. Weinkaufa (1998)
Wspomnienia byłych obrońców zamku i mieszkańców miasta Malborka zamieszczane w gazetach „Rundbrief“ (1948-49) i „Marienburger Zeitung“ (1968, 1984-85, 1989, 1993, 1996, 1998)
R. Breyer, Das Schicksal der Marienburg im Jahre 1945 und unter polnischer Verwaltung, w: Neues Marienburger Heimatbuch, opr. R. Zacharias, Herford 1967, s.609-611
|